AMERYKAŃSKA WOJNA O NIEPODLEGŁOŚĆ 1775 - 1783

AMERYKAŃSKA WOJNA O NIEPODLEGŁOŚĆ 1775 - 1783

Pierwsze strzały w amerykańskiej wojnie o niepodległość padły w okolicach Concord. W celu przejęcia tamtejszych magazynów broni, wysłany został 700-osobowy odział wojsk brytyjskich pod dowództwem płk. Smitha. W Lexington Brytyjczycy napotkali niewielki, 70-osobowy odział miejscowej milicji. Koloniści nie chcieli przepuścić wojska królewskiego i oddali w jego kierunku dwa strzały. Brytyjczycy odpowiedzieli salwą, w wyniku której milicja poszła w rozsypkę. Starcie to zaalarmowało jednak inne oddziały kolonistów, które zaczęły licznie ściągać w okolice Concord i atakować wycofujących się po wykonaniu swojego zadania żołnierzy brytyjskich. W wyniku tych niespodziewanych ataków i nieustającego, śmiercionośnego ostrzału z ukrycia, Brytyjczycy stracili 273 żołnierzy, co biorąc pod uwagę pierwotny stan liczebny oddziału, stanowi cyfrę wręcz ogromną.

W sytuacji widocznej eskalacji konfliktu, Kongres Kontynentalny podjął decyzję o przygotowaniu kolonii do obrony i powołania armii kontynentalnej, na czele której stanął Jerzy Waszyngton. Równocześnie podjęto pewne starania, celem doprowadzenia do pojednania z królem, wysyłając tzw. petycję gałązki oliwnej. Jednak wobec wyraźnego zaostrzania się konfliktu nie miało to już większego znaczenia.

Wojna między koloniami i metropolią powoli stawała się faktem. Do Ameryki przybyło trzech nowych generałów brytyjskich:
 gen. William Hall
 gen. John Burgoyne
 gen. Henry Clinton.

Pierwsza poważna bitwa tej wojny stoczona została na Bunker Hill (tak mówi tradycyjna terminologia, w rzeczywistości miało to miejsce na Breed’s Hill). Wzgórze to górowało nad zajętym przez Anglików Bostonem i zostało obsadzone przez Amerykanów. Gen. Gage postanowił to wzgórze zaatakować. Pomimo, że gen Clinton doradzał, aby spróbować zajść kolonistów od tyłu, Gage zdecydował się na frontalny atak. Podejmując taką decyzję kierował się przekonaniem, że Amerykanie widząc nadciągających w pełnej formacji Brytyjczyków, nie zdecydują się na walkę i po prostu oddadzą pole. Stało się jednak inaczej. Koloniści pozwolili podejść wojskom królewskim na niewielką odległość, po czym oddali do nich niespodziewaną salwę, w wyniku której atak się załamał. Brytyjczycy ponawiali szturmy i udało się im wyprzeć Amerykanów z zajmowanych pozycji dopiero w ataku na bagnety. Swój taktyczny sukces okupili jednak olbrzymimi stratami – około 1000 żołnierzy. Spowodowało to wstrząs, z którego dowódcy brytyjscy długo nie mogli się otrząsnąć. Między innymi dlatego gen. Gage przez długi czas nie podejmował żadnych akcji ofensywnych.

Angielscy dowódcy zdali sobie sprawę, że wojna z kolonistami będzie trudna do wygrania, jednak rząd w Londynie wciąż lekceważył przeciwnika. Dodatkowym nieszczęściem dla strony królewskiej okazał się fakt, że odpowiedzialność za prowadzenie wojny spadła na barki ludzi zupełnie nie nadających się do tej roli, a przy tym całkowicie ze sobą skłóconych.
• Minister wojny – lord Barrington – opowiadał się za ograniczonym użyciem armii lądowej i postawieniem na blokadę amerykańskich wybrzeży za pomocą floty.
• Pierwszy lord admiralicji – lord Sandwich – nie chciał z kolei tej wysyłać floty.
Jeżeli doliczyć do tego niezdecydowany rząd, upartego króla i skłócony parlament, to zdolność strony brytyjskiej do skutecznego prowadzenia działań wojennych rzeczywiście budzi wiele zastrzeżeń.

Tymczasem amerykańska armia kontynentalna rosła w siłę. Gen. Thomas Gage unikając zdecydowanych działań wycofał się do bazy w Halifaksie. Amerykanie przejęli z kolei inicjatywę i pod dowództwem Richarda Montgomerego i Benedicta Arnolda uderzyli na Quebec. Wyprawa ta napotkała jednakże na liczne trudności, oblężenie miasta przeciągało się, zaś generalny atak w połowie grudnia 1775 roku został przez Brytyjczyków odparty. W tej sytuacji Amerykanie zdecydowali się na odwrót.
Równocześnie zmieniła się też ich sytuacja we właściwych koloniach. Pod koniec grudnia 1775 roku wylądował tam armia, jakiej Ameryka jeszcze nie oglądała. Liczyła 22 tys. żołnierzy królewskich i składała się w znacznej mierze z tzw. „najemników heskich” . Ci niemieccy żołnierze z Hesji, Brunszwiku i Hanoweru byli opłacani bezpośrednio przez króla. Fakt, że król osobiście wysłał żołnierzy przeciwko koloniom wywołał w Ameryce ogromne poruszenie. W tą atmosferę doskonale wpisał się pamflet „Zdrowy rozsądek”, autorstwa Thomasa Paine’a, który zakwestionował zależność kolonii od króla. W styczniu 1776 roku rozszedł się on w 150 tysiącach egzemplarzy i spowodował, ze wśród zbuntowanych kolonistów coraz częściej zaczęto mówić o pełnej niepodległości.

Projekt deklaracji niepodległości autorstwa Thomasa Jeffersona, Johna Adamsa, Benjamina Franklina oraz Johna Dickinsona przedłożył Kongresowi Kontynentalnemu w czerwcu 1776 roku Richard Henry Lee.

Rezolucję o niepodległości poparło 1 lipca 1776 roku 9 stanów, zaś 2 lipca - 12 stanów.

Deklaracja, uchwalona ostatecznie w pełnej wersji 4 lipca 1776 roku, składała się z 5 części:
1) Wstęp wyjaśniający intencje Kongresu – zaadresowany do opinii światowej, mówił o przyczynach secesji kolonii od Korony brytyjskiej.
2) Krótkie przedstawienie zasad amerykańskiej filozofii politycznej. Chodziło konkretnie o cztery zasady filozofii politycznej będące wykładnią „Dwóch traktatów o rządzie” Johna Locka:
- doktryna prawa naturalnego i wynikające z niej naturalne przywileje jednostki;
- suwerenna teoria powstania państwa
- koncepcja suwerenności ludu.
- prawo do rewolucji
Deklaracja zawierała również sformułowanie o naturalnym prawie do życia i dążenia do szczęścia.
3) Zarzuty przeciw nadużyciom Jerzego III – dotyczyły głównie ustaw królewskich od 1773 roku.
4) Rezolucja o niepodległości (z 2 lipca)
5) Podpisy delegatów – oznaczały, że delegaci brali na siebie pełną odpowiedzialność za decyzję o ogłoszeniu niepodległości. W razie niepowodzenia odpowiadali za to głową.

Tymczasem sytuacja kolonistów zaczęła raptownie się pogarszać. Do Ameryki wciąż napływały posiłki dla wojsk brytyjskich, które w tym okresie liczyły już 32 tysiące ludzi. Na ich czele stanął nowy dowódca gen. Richard Howe. W sierpniu 1776 roku zdecydował się on na lądowanie na Long Island w celu opanowania Nowego Jorku. Jerzy Waszyngton próbował mu się przeciwstawić z armią liczącą zaledwie 19 tysięcy ludzi, co było krokiem niemalże samobójczym. Jego armia, jak można było się spodziewać, została rozbita, chociaż i tak miał dużo szczęścia. W wyniku burzy oraz opieszałości zwycięskich Anglików Waszyngton zdołał się wycofać ze znaczną częścią swojej armii i w ten sposób uniknąć całkowitej klęski. Gen. Howe zajął Nowy Jork, ale zamiast kontynuować natarcie, urządził sobie wygodną kwaterę w mieście. Waszyngton dysponował zaledwie 6 tys. ludzi, niemniej trzon jego armii został zachowany. Na pewien czas działania wojenne właściwe ustały.

Widząc brak zdecydowanych działań ze strony Anglików, zimą 1776 roku Waszyngton zdecydował się na akcje zaczepne. Nie mógł sobie jednak pozwolić na atakowanie głównych sił królewskich. W wigilię Bożego Narodzenia 1776 roku zaskoczył w Trenton 1 500 najemników niemieckich (z czego 900 dostał się do niewoli). Podobny sukces powtórzył się wkrótce w Princeton, jednak nie spowodowało to żadnego przełomu w działaniach wojennych. Wszelkie akcje znowu na pewien czas ustały.

W 1777 roku do działań przystąpili wreszcie Brytyjczycy. Gen. John Burgoyne – dowódca wojsk królewskich w Kanadzie opracował plan, zgodnie z którym miał zaatakować Amerykanów ruszając ze swoją armią z Quebecu w stronę rzeki Hudson. W tym samym czasie gen. Howe miał wyruszyć z Nowego Jorku i wziąć w ten sposób armię kontynentalną w dwa ognie.
Anglicy przystąpili do realizacji tego planu z niezwykłą opieszałością. Gen. Howe rozpoczął działania dopiero we wrześniu 1777 roku. 11 września (nomen omen) rozbił stawiających mu opór Amerykanów, zajął Filadelfię, po czym podobnie jak przed rokiem, przerwał ofensywę i zajął się urządzaniem wygodnych kwater w mieście. Tymczasem gen. Burgoyne wyruszył w końcu z Kanady na czele 7 tysięcy ludzi. Poruszał się jednak niezwykle powoli, co było spowodowane tym, że prowadził ze sobą ogromną ilość wozów z zaopatrzeniem i niepotrzebnego towarzystwa (np. swoją kochankę). Maszerując na południe natknął się na umocnione pozycje Amerykanów, przez które nie udało mu się przebić. Co więcej, milicja dowodzona przez Benedicta Arnolda oraz odziały armii kontynentalnej gen. Horatio Gatesa, zaczęły stopniowo otaczać zablokowanych Anglików. Ostatecznie 17 października 1777 roku, pod Saratogą, gen. Burgoyne został zmuszony do kapitulacji, zaś do niewoli dostało się 5 800 jego żołnierzy.
Była ta ogromna klęska wojsk brytyjskich i punkt zwrotny całej wojny. Stało się jasne, że koloniści są w stanie zwyciężyć wojska brytyjskie. Umożliwiło to włączenie się do wojny Francji (która zresztą już wcześniej wspierała Amerykanów finansowo – Ludwik XVI przeznaczył na ten cel 1 milion liwrów!) a później innych krajów koalicji antybrytyjskiej.
6 lutego 1778 roku Benjamin Franklin podpisał w Paryżu dwa układy z Francją: o handlu i o sojuszu. Do koalicji włączyły się później Niederlandy i Hiszpania. Powstałą również Liga Zbrojnej Neutralności, która w praktyce wykazywała raczej nastawienie antybrytyjskie.

Pomimo sukcesów i polepszenia się sytuacji międzynarodowej Amerykanów, stan armii kontynentalnej nie przedstawiał się najlepiej. Szerzyły się głód i choroby, dokuczały chłód i trudne warunki. Z drugiej strony wyraźne przejawy zniechęcenia występowały też po stronie brytyjskiej. Gen. Howe został odwołany, zaś jego miejsce zajął gen. Clinton. Zmiana ta nie miała właściwie większego znaczenia, gdyż rząd brytyjski przestał już właściwie wierzyć, że sukces w tej wojnie jest w ogóle możliwy.

Z drugiej strony Amerykanów spotkał w tym czasie bardzo dotkliwy cios w postaci zdrady Benedicta Arnolda. Wcześniej mówiło się o nim, jako o najzdolniejszym dowódcy rewolucji. Umiejętnie dowodził wyprawą Amerykanów na Quebec w 1775 roku - chociaż skończyła się niepowodzeniem, to odwrót z Kanady w trudnych warunkach i tym samym uratowanie armii amerykańskiej, uznawano za posunięcie mistrzowskie. Później Arnold dowodził milicją pod Saratogą, walnie przyczyniając się do tego największego zwycięstwa. Nieszczęścia zaczęły się, gdy ten legendarny już wtedy dowódca i druh Washingtona, poznał kobietę – Peggy Shippen. Aby jej zaimponować, zaczął prowadzić wystawny tryb życia, który musiał wiązać się z łąpówkarstwem. Ostatecznie udało mu się zdobyć ukochaną, lecz ta doprowadziła go do jeszcze gorszych rzeczy. Za jej pośrednictwem nawiązał z nim kontakt emisariusz gen. Clintona - John André. Namówił on Arnolda na zdradę i wydanie twierdzy West – Point (była ona kluczowym punktem blokującym rzekę Hudson).
Zdrada wyszła na jaw w momencie, gdy emisariusz gen. Clintona został schwytany z listami obciążającymi Arnolda. Został on aresztowany, zdołał jednak zbiec do Brytyjczyków. Ci mianowali go swoim generałem. Przez kilka lat walczył jeszcze przeciwko Amerykanom pustosząc przy tym niemiłosiernie Wirginię. Umarł w zapomnieniu na początku XIX stulecia. Jego nazwisko stało się w tradycji amerykańskiej synonimem zdrady.

W końcowym etapie wojny Brytyjczycy postanowili zmienić taktykę i opierając się na współdziałaniu z blokującą wybrzeża flotą, przenieść kamanię na południe. Operująca tam pod dowództwem gen. Charlesa Cornwallisa armia królewska dokonywała szybkich przemieszczeń i błyskawicznych uderzeń. W grudniu 1778 roku Anglicy zdobyli Savannah (zginął tam m.in. polski bohater amerykańskiej rewolucji – Kazimierz Pułaski). W 1780 roku padł Charleston, gdzie do niewoli dostało się 5 tysięcy amerykaśkich żołnierzy (były to największe straty kolonistów w czasie całej wojny). W grudniu 1780 roku armia gen Horatio Gatesa (zwycięzcy spod Saratogi) zostałą kompletnie rozbita pod Camden. W tym momencie Amerykanie uznali, że należy zmienić sposób walki z armią gen. Cornwallisa. Nowy dowódca gen. Nathaniel Greene prowadził z Anglikami wojnę szarpaną, podjazdową. Okazało się to dla wojsk królewskich na tyle uciążliwe, że gen. Cornwallis zdecydował się wycofać swoje oddziały do bezpiecznej, jak się wydawało, twierdzy Yorktown. Miejsce to okazało się jednak pułapką. Otoczone od strony lądu przez Amerkanów pozycje angielskie znalazły się pod morderczym ostrzałem floty francuskiej.

19 października 1781 roku gen. Cornwallis został zmuszony do kapitulacji. Wraz z nim do niewoli udało się 7 tys. brytyjskich żołnierzy. Datę tą uznaje się za koniec właściwych działań wojennych w wojnie o niepodległość USA. Wiosną 1782 roku rozpoczęto w Paryżu rokowania pokojowe z udziałem Benjamina Franklina, Johna Adamsa oraz Johna Jaya.

3 września 1783 roku podpisano porozumienie pokojowe, zgodnie z którym Wielka Brytania uznała niepodległość USA, których granica oparła się na zachodzie na rzece Missisipi, a na południu o 31 równoleżnik.

Jeśli rozpatrujemy problematykę amerykańskiej wojny o niepodległość, ważnym wydaje się pytanie o lojalistów. Stanowili oni ok. 1/3 społeczeństwa kolonii, ale nie poparli zdecydowany sposób wojsk brytyjskich. Dlaczego? Otóż wynikało to po pierwsze z tego, że znaczna ich część wyemigrowała już na samym początku rewolucji, po drugie zaś z tego, że poza większymi miastami, wojska brytyjskie nigdzie nie zatrzymywały się na dłużej. Szybko opuszczały zajęte przez siebie tereny, po czym wkraczały tam oddziały amerykańskie. Natychmiast wyszukiwały one tych, którzy w aktywny sposób pomagali armii królewskiej i srogo się na nich mściły. To zniechęcało potencjalnych współpracowników strony brytyjskiej. Poza tym żołnierze królewscy generalnie łupili wszystkich mieszkańców zajętych przez siebie terenów, nie robiąc różnicy dla lojalistów. To również przekonywało wielu niezdecydowanych do poparcia rewolucji.
Po zakończeniu wojny opuściło USA ok. 100 tys. lojalistów. Osiedlali się głównie w Kanadzie – w Nowej Szkocji oraz na terenach przy granicy Górnej Kanady z USA. Zapoczątkowali oni zwiększony ruch osadniczy w Ontario i stopniowy napływ na te tereny ludności anglojęzycznej. Mówi się również, że stanowili forpocztę późniejszej inteligencji kanadyjskiej.

Comments are closed.