SYTUACJA PRZED WYBUCHEM REWOLUCJI AMERYKAŃSKIEJ

SYTUACJA PRZED WYBUCHEM REWOLUCJI AMERYKAŃSKIEJ

Odejście od pomysłu opłat stemplowych doprowadziło do przesilenia w rządzie brytyjskim i spowodowało upadek starego gabinetu. Nowym premierem został William Pitt Starszy – polityk znany i cieszący się ogromnym autorytetem (uważany był za głównego twórcę zwycięstwa Wielkiej Brytanii w wojnie siedmioletniej). Objął on swoją funkcję w sytuacji kryzysowej i miał doprowadzić do jej rozwiązania, jednak nie był to już ten sam człowiek, co przed dziesięciu laty. Poważnie cierpiał na artretyzm, którego nabawił się jeszcze w elitarnej szkole w Eton. To powodowało, że pozostawał w odosobnieniu i całymi tygodniami nie widywał się ze swoimi ministrami. De facto nie był więc w stanie kierować rządem.

W tej sytuacji ogromną wpływ na kształt polityki rządu uzyskał minister skarbu - Charles Townshend, człowiek niewątpliwie zdolny, choć zupełnie bezkrytyczny i przekonany o własnej nieomylności. Atakowany ostro przez opozycję, zarzucającą rządowi ogromny przyrost długu publicznego, Townshend natychmiast po objęciu urzędu obiecał, że zapanuje nad sytuacją. Przede wszystkim musiał poradzić sobie z problemem kolonii, które nie chciały płacić podatków. Wbrew temu, co twierdził w parlamencie nie miał jednak żadnego planu ściągnięcia należnych świadczeń, dlatego też w naprędce wymyślił plan wprowadzenia dodatkowych opłat celnych.

Miały one obejmować towary importowane do kolonii (szkło, ołów, farby, papier i herbatę). Tawnshend liczył na to, że Amerykanie inaczej potraktują podatki wewnętrzne i zewnętrzne (odmawiając płacenia tylko tych pierwszych). Jego cła należały do podatków zewnętrznych, stąd też przypuszczał, że koloniści nie znajdą podstaw do ich zakwestionowania. Dla skutecznego egzekwowania tych podatków oraz ukrócenia przemytu powołał Komisję Kontrolerów Celnych. Podjął również kroki w celu wprowadzenia w życie ustawy o kwaterunku wojsk z 1765 roku. Nakładała ona na lokalne podmioty gospodarcze obowiązek zapewnienia zakwaterowania i zaopatrzenia wojskom brytyjskim stacjonującym w koloniach.
W całej tej sytuacji paradoksalny wydaje się fakt, że Tawnshend dążył do maksymalnego opodatkowania kolonii, podczas gdy William Pitt znany był ze swoich prokolonialnych sympatii i gdyby pozostawał aktywnym politykiem, nigdy by nie dopuścił do podjęcia takich działań. Stało się jednak inaczej.

W niespełna 4 miesiące od ogłoszenia ceł, twórca tego systemu Charles Townshend niespodziewanie zmarł i zostawił swoim kolegom niezwykle kłopotliwą sytuację, bowiem amerykańscy koloniści nie godzili się na żadne podatki – zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne. Zareagowali zresztą w typowy dla siebie sposób, tzn. ogłaszając bojkot towarów brytyjskich. Prasa ponownie wezwała mieszkańców kolonii do oporu. Największym echem odbiły się eseje filadelfijskiego prawnika Johna Dickinsona – „Listy farmera z Pensylwanii”, których ukazało się czternaście. Powtarzały one za każdym razem pogląd, że parlament brytyjski nie prawa nakładać na kolonie nowych podatków – zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych.

Wzmocnienie kontroli celnej mocno ugodziło w porty koloni amerykańskich, a szczególnie największy z nich – Boston, powodując, że praktycznie ustał szmugiel - intratne zajęcie wielu mieszkańców miasta. W efekcie zaczęły się powtarzać ataki na celników, mające im uniemożliwić wykonywanie obowiązków. W odpowiedzi, we wrześniu 1768 roku, Londyn wysłał do Bostonu dwa pułki piechoty. W dniu ich wkroczenia Konwencja Miast Kolonii Massachusetts ogłosiła swój sprzeciw wobec obecności na ich terenie stałej armii, uznając to za przejaw łamania wolności obywatelskich. Uznano to za prowokację i tylko kwestią czasu pozostawało, kiedy dojdzie do eskalacji konfliktu.
Do takiej sytuacji doszło 5 marca 1770 roku. Żołnierzy stających wówczas na warcie przed urzędem celnym, tłum obrzucił kamieniami i śnieżkami . Wojsko odpowiedziało ogniem, w wyniku czego zginęło 5 demonstrantów. Incydent ten odbił się szerokim echem nie tylko w koloniach amerykańskich, ale także w Londynie i przeszedł do historii pod nazwą „masakra bostońska”. Aby uniknąć dalszych zamieszek, gubernator Massachusetts, Thomas Hutchinson, nakazał wojsku wycofać się z miasta, zaś żołnierzy zamieszanych w całą tę sytuację postawiono przed sądem (5 zostało uniewinnionych, 2 skazano na napiętnowanie rozpalonym żelazem).

W wyniku masakry bostońskiej odwołano wszystkie cła wprowadzone przez Townshenda, z wyjątkiem cła na herbatę (traktując je jako symbol władzy parlamentu i próbę zachowania prestiżu metropolii). Nastąpiły potem 3 lata względnego spokoju. W znacznej mierze wynikało to z siły oddziaływania wieści o krwawym incydencie w Bostonie. Obie strony zdały sobie sprawę, do czego może dojść, gdy tłum bierze sprawy w swoje ręce. Był to jednak spokój pozorny, gdyż zasadniczy powód konfliktu między koloniami i koroną nie został rozwiązany. W każdej chwili mogło dojść do ponownego wzrostu napięcia, o czym świadczy np. los szkunera straży morskiej, który osiadł na mieliźnie koło Long Island, a następnie został obrabowany i spalony przez kolonistów.

Po trzech latach doszło jednak do bardzo znaczącego w swoich skutkach incydentu – chodzi o „herbatkę bostońską”. Zaistniała wówczas sytuacja wiązała się z dużymi problemami finansowymi Kompanii Wschodnioindyjskiej. Aby ją ratować, parlament brytyjski uchwalił w 1773 roku „Ustawę o herbacie”, która zezwalała na bezpośredni przewóz herbaty z Indii do Ameryki, bez konieczności płacenia cła eksportowego. Wcześniej herbata sprzedawana do Kolonii, musiała podobnie jak wszystkie inne towary, przejść przez porty brytyjskie, co powodowało znaczny wzrost kosztów obrotu tym produktem. Dodatkowo parlament zgodził się, aby Kompania Wschodnioindyjska obniżyła cenę herbaty o 50%. To z kolei spowodowało, że kupcy amerykańscy, którzy kupili tę herbatę wcześniej, na normalnych zasadach, teraz zostali z drogim towarem. Poza tym nagle okazało się, że legalnie sprowadzana herbata indyjska, była tańsza niż pochodząca z przemytu herbata holenderska, tak więc wzburzenie ogarnęło zarówno kuców, jak i przemytników. Ostatecznie 16 grudnia 1773 roku grupa przebranych za Indian kolonistów pod przywództwem Samuela Adamsa wtargnęła na zacumowane w bostońskim porcie statki i wrzuciła „tanią” herbatę do morza. Cenę tej herbaty szacuje się na 11 – 15 tysięcy funtów, co było bardzo dużą kwotą. Podobne ekscesy miały miejsce też w innych portach kolonii.

Incydent miał daleko posunięte konsekwencje. Niektóre środowiska kupców amerykańskich wyrażały wprawdzie swoje oburzenie i jeśli tylko reakcja Londynu byłaby odpowiednio wyważona, można by wykorzystać to zdarzenie przeciwko radykałom. Niestety cierpliwość brytyjskiego rządu się właśnie skończyła. W kwietniu 1774 roku wprowadzono „ustawy represyjne”. Na ich podstawie:
- zamknięto port w Bostonie do czasu zwrotu kosztów zniszczonej herbaty;
- zmieniono statut kolonii Massachusetts wzmacniając władzę wykonawczą;
- wprowadzono ustawę o bezstronnym wymiarze sprawiedliwości (polegającą na zezwoleniu na przenoszenie do Anglii procesów urzędników królewskich oskarżonych o popełnienie przestępstwa w czasie wykonywania obowiązków w kolonii – łatwiej było o uniewinnienie ich w Anglii, niż pod presją opinii publicznej w Ameryce);
- miasto miało zapewnić kwatery i artykuły pierwszej potrzeby dla wojska;
- nowym gubernatorem wojskowym w miejsce dotychczasowego Thomasa Hutchinsona, został gen. Thomas Gage.

Ustawy represyjne wywołały reakcje solidarności z Massachusetts i przyspieszyły proces łączenia się kolonii. Dodatkowo sytuację zaognił fakt, że ustawy represyjne weszły w życie jednocześnie z ustawą o administracji Kanady (Ustawa o Kanadyjskim Quebecu). Na jej podstawie władzę w tej kolonii miał sprawować, wraz ze swoją radą, mianowany przez Koronę gubernator, zaś prawo do uchwalania podatków i opłat celnych zastrzeżono dla parlamentu w Londynie. Interesy mieszkańców, z których 90% stanowili francuskojęzyczni katolicy, zostały w pełni uznane i zabezpieczone, a Kościół Katolicki utrzymał swoją uprzywilejowaną pozycję.
Najważniejszy dla kolonii amerykańskich był jednak zapis, że granicę Kanady oparto na zachodzie na górnym biegu Missisipi, zaś na wschodzie na rzece Ohio. Oznaczało to zablokowanie ekspansji kolonii amerykańskich na zachód. Powołana wcześniej kompania, w której udziałowcy pochodzili z Pensylwani, Wirgini, Connecticut i z Massachusetts, praktycznie straciła rację bytu. W tej sytuacji koloniści uznali, że ustawa o kanadyjskim Quebecu jest przejawem zaostrzania kursu Londynu. Uznano, że Quebec to jest wstęp do tego, co czeka kolonie angielskie (koloniści nie wzięli przy tymi pod uwagę faktu, że dawne kolonie francuskie nigdy wcześniej nie miały demokratycznej struktury, takiej jak kolonie angielskie).

W maju 1774 roku parlament Wirginii wezwał do spotkania przedstawicieli kolonii w sprawie poparcia Massachusetts.
5 września 1774 roku, przedstawiciele 12 kolonii zapoczątkowali obrady I Kongresu Kontynentalnego. Ogółem przebyło 55 delegatów wszystkich kolonii z wyjątkiem Georgii, Nowej Szkocji, Florydy i Quebecu. Na początku obrad Kongres przyjął zasadę, że każda kolonia ma 1 głos, zaś zasadniczym wątkiem dyskusji było pytanie, jak wyjść z sytuacji sporu z Londynem. Na razie nie dążono jeszcze do zbrojnego wystąpienia przeciw Anglii, żądano raczej powrotu sytuacji sprzed 1763 roku. Szybko pojawiły się jednak różnice zdań co do taktyki działania:
- radykałowie (Patrick Henry, Richard Lee, Samuel i John Adams) postulowali zdecydowany opór;
- umiarkowani delegaci (głównie z Pensylwanii) radzili raczej poszukiwanie kompromisu.
Udało się jednak uzgodnić wspólne stanowisko zawarte w Deklaracji Praw Amerykańskich. Stwierdzała ona, że parlament brytyjski nie ma jurysdykcji nad zgromadzeniami kolonialnymi, które choć podlegają Koronie, są równe parlamentowi brytyjskiemu.

Przyjęto też inne rezolucje, które stwierdzały, że:
 wojska brytyjskie nie mają prawa stacjonowania w koloniach bez ich zgody;
 ustawy represyjne mają być odwołane do grudnia 1774 roku pod groźbą wprowadzenia embarga na handel między koloniami i Wielką Brytanią

Na zakończenie obrad Kongres powołał Stowarzyszenie Kontynentalne, które zaproponowało, aby każde miasto i hrabstwo powołało komitet nadzorujący bojkot towarów brytyjskich.

Na przełomie lat 1774 i 1775 inicjatywę zaczęli przejmować patrioci amerykańscy. Wpłynęli oni na Kongres, aby wezwał wszystkie kolonie do organizowania własnych oddziałów milicji, które miały za zadanie utrzymywać magazyny wojskowe oraz gromadzić broń i amunicję.

Instytucja milicji był to specyficzny wytwór kolonii amerykańskich, który pojawił się od początku ich istnienia. W obliczu nieustającej rywalizacji angielsko – francusko - hiszpańskiej oraz ciągłego zagrożenia ze strony Indian, palącym problemem stała się potrzeba zorganizowania sił samoobrony każdej koloni. Pierwsze ustawy o milicji uchwalono już w 1634 roku. System służby milicyjnej, traktowanej jako formacje pomocnicze, wprowadziły kolejno kolonie założone na przełomie XVII i XVIII wieku. Stopniowo milicja, która skupiała wszystkich zdolnych do noszenia broni mężczyzn, stanowiła doskonały sposób zacieśniania stosunków towarzyskich i w szerszym wymiarze – integrowania społeczności lokalnej. Na południu milicja dodatkowo zabezpieczała przed buntem niewolników pracujących na plantacjach. Struktura milicji była więc wiernym odbiciem stosunków społecznych – na północy miała charakter bardziej egalitarny, zaś na południu raczej elitarny. Teoretycznie do milicji należeli wszyscy mężczyźni od 18 do 45 lat. W praktyce należeli do niej ci, którzy mięli na to czas i pieniądze.

W tej sytuacji zbrojne rozwiązanie konfliktu wydawało się nieuchronne. Zrozumiał to również rząd w Londynie – gen. Thomas Gage otrzymał polecenie schwytania przywódców rebelii.

Comments are closed.