Nathaniel Hawthorne (1804 – 1864)

Nathaniel Hawthorne (1804 – 1864)

Do swoich przekonań symbolicznych doszedł przez negatywne doświadczenie z transcendentalizmem. Usiłował mieszkać na „Brook Farm”, czyli w transcendentalnej komunie stworzonej przez przedstawicieli tego nurtu. Stwierdził jednak, że to nie jest życie dla niego. Zanim zrezygnował poznał tam miłość swojego życia – swoją żonę – Sofię Peabody, która przez długi czas próbowała nawrócić Nathaniela na transcendentalizm i na mieszkanie w komunie. Hawthorne twierdził, że nie jest w stanie powrócić do transcendentalizmu, dlatego, że drażni go i irytuje niepoprawny, ich naiwny i chwilami głupi optymizm. Fascynowała go ciemna strona ludzkiej natury. Skłonności do zła i do grzechu. Nigdy nie było jednak tak, że pisał tylko o czarnych charakterach, raczej pisał o ludziach, którzy czują w sobie ta cząstkę zła, którą mają, ale ponieważ też mają w sobie cząstkę dobra to świadomość zła jest źródłem wielkiego nieszczęścia. To jest pierwszy rodzaj rozdarcia i konfliktu dramatycznego, jaki charakteryzuje bohaterów Hawthorna.
Drugi, to konflikt między sercem a rozumem: często jest tak, że wśród bohaterów Hawthorna albo jest jedna osoba, która bardziej ufa sercu, a druga bardziej ufa rozumowi i dochodzi do konfliktu między tymi osobami – to jest raczej stereotypowe. W bardziej dramatycznych utworach do tego konfliktu dochodzi w obrębie jednej osoby np. ktoś, kto tylko hołduje rozumowi nagle odnajduje w sobie jakieś uczucia, albo odwrotnie.
Kolejna rzecz to duma. Zarówno Hwethorne jak i Melville uważali, że sporo nieszczęść bierze się z błędnego przekonania człowieka o własnej wielkości (jest to tez odpowiedź na transcendentalizm). Często ich bohaterowie charakteryzowali się jakąś niepoprawną dumą, za którą zawsze byli karani.
U Hawthorna mamy negatywny obraz indywidualizmu, który stworzył Franklin. Pomimo wielkich różnić między indywidualizmem Franklina i indywidualizmem transcendentalistów, w przypadku Franklina i w przypadku Emersona ten indywidualizm był kierunkiem bardziej pozytywnym. W wypadku Franklina był źródłem jego siły, źródłem przekonania o tym, że człowiek własną ciężką pracą jest w stanie dojść do sukcesu i do szczęścia. W przypadku Emersona i innych transcendentalistów takich jak Thoreau indywidualizm przejawiał się głównie w tym, że własne przekonania człowieka były niepodważalne i nieprzekraczalne, gdyż podkreślali siłę człowieka, jako kogoś obdarzonego intuicją. Intuicja była źródłem indywidualizmu transcendentalistów. U symbolistów wyglądało to zupełnie inaczej. Indywidualny charakter człowieka i rozdarcie każdego między rozum a serce, czy też rozdarcie pomiędzy dobro a zło prowadzi do wielkiej samotności człowieka, do tego, że nie jest on w stanie tworzyć związków z innymi ludźmi, stworzyć z nimi społeczeństwa. Jest to trochę prztyczek w stronę Brook Farm i założeń transcendentalistów, którzy twierdzili, że razem to można wszystko. Symboliści mówili, że człowiek jest na tyle poplątany wewnętrznie, że zawsze, cokolwiek by się nie stało, pozostanie samotny.
Kolejna rzecz bardzo charakterystyczna dla symbolistów, która jest również dziedzictwem purytanów: u wielu bohaterów źródłem wewnętrznego dramatu jest jakieś wydarzenie z przeszłości ciągnące się za nim jak cień. Była to reakcja na przekonanie, że człowiek jest tak bardzo wolny i niezależny. Mówili, że owszem człowiek jest wolny i niezależny, ale dopisywali jednak mały „p.s.”. Pytali, co się stanie, jeśli człowiek sam siebie zniewoli, jeśli zrobi coś takiego w swojej przeszłości, co będzie rzutowało na resztę jego życia? Sam się wtedy zniewoli. Zbrodnie i grzech z przeszłości są czymś, co prześladuje bohaterów symbolistów.

Hawthorne pisał bardzo wiele opowiadań. Pierwsza grupa:

1837 – Twice Told Tales
1846 – Mosses from an Old Manse
1851 – The Snow Image
1853 – The Tanglewood Tales

Są to opowiadania, w których w sposób alegoryczny opowiada o nieszczęściach człowieka. Bardziej znane, pochodzące z w/w zbiorów to:

„Egotism or the Bosom Serpent” (czyli “Egotyzm bądź też wąż, który jest w trzewiach”) jest to opowiadanie o człowieku, który był bardzo wielkim egoistą i coś w środku go cały czas zżerało ale zalazł się dla niego ratunek i była nim miłość. Miłość jest silniejsza niż grzech, silniejsza niż egoizm, więc jakaś szansa na happy end jest. Miłość do żony pozwoliła bohaterowi pokonać śmierć.

Hawthorne w większości swoich opowiadań i powieści starał się określić, czym jest grzech? Nie fascynowało go jednak podejście czysto teologiczne, jakim zajmowali się teologowie purytańscy. Hawthorne zastanawiał się, czym jest grzech na płaszczyźnie codziennych relacji międzyludzkich. W którymś momencie jego własne doświadczenie pisarskie podsunęło mu definicję, którą potem wielokrotnie powtarzał w swoich utworach. Grzech, wg niego, jest odłączeniem człowieka od Boga i odłączeniem od innych ludzi, to odłączenie i osamotnienie powoduje u człowieka wewnętrzne rozdarcie i odrętwienie emocjonalne, które nie pozwala człowiekowi dobrze funkcjonować w życiu i wśród ludzi. O takiej właśnie postawie mówi opowiadanie „The Minister’s Black Veil”. Opowiada o młodym kleryku, który ma świadomość tego, że jest grzesznym człowiekiem. Ma z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia. Są one tak silne, że nie pozwalają mu normalnie funkcjonować, dlatego cały czas ma twarz przysłoniętą czarną zasłoną, bo jest mu wstyd grzechu, który popełnił. Nie zdając sobie jednocześnie sprawy z tego, że to właśnie ta zasłona, te jego wyrzuty sumienia oddzielają go od reszty świata i nie pozwalają mu funkcjonować jako klerykowi.
Bardzo często źródłem grzechu u Hawthorna jest hołdowanie własnemu umysłowi. Bardzo wielka i niepoprawna duma. Bardzo wiele osób, o których Hawthorne mówi, że grzeszą lub, które mają świadomość grzechu, to osoby, które wcześniej z jakichś powodów nadmiernie wierzyły w siłę własnego umysłu. Zwykle te osoby są bardzo karane przez los w jego powieściach.

Opowiadanie „Ethan Brand” to historia człowieka, którego imię i nazwisko znajduje się w tytule. Celem życia Ethana Branda było dowiedzenie się, jakiego grzechu Bóg nie jest w stanie wybaczyć człowiekowi? To życiowe badanie Ethana staje się jego obsesją. Nic go właściwie nie interesuje, przestaje zauważać innych, przestaje żywić jakiekolwiek uczucia w kierunku kogokolwiek. Drąży tylko istotę grzechu niewybaczalnego. Nagle okazuje się, że on sam go popełnia, bo przez poszukiwanie grzechu oddzielił się od innych i od świata. Hawthorne urodził się o tyle za późno w stosunku do purytan, że wcześniej jeszcze pojawił się indywidualizm, który pogrąża jeszcze hawthornowskiego człowieka w tym sensie, że nagle okazuje się, że nie jesteśmy częścią jednej wielkiej całości, która jest skażona grzechem tylko sami jesteśmy bezpośrednio za ten grzech odpowiedzialni.

„Young Goodman Brown” Bohater tego opowiadania również chce się dowiedzieć czegoś więcej o sobie i o własnym grzechu. Na początku wydaje mu się, że dowiaduje się czegoś o grzechach innych i w pewnym momencie udaje się do ciemnego lasu, w którym mają miejsce praktyki czarnoksięskie. Okazuje się, że ta jego ciekawość i drążenie tematu prowadzi do bardzo wielkiego nieszczęścia. Nagle okazuje się, że on sam tkwi po uszy w grzechu. Co prawda, nie wiemy czy jemu się to wszystko śniło, i był to sen wysłany na niego przez niebiosa po to, żeby pogrozić mu palcem i powiedzieć słuchaj: ty nie wywyższaj się ponad innych, bo jesteś tak samo słabym człowiekiem, który ma w sobie i dobro i zło. Czy też faktycznie widział to co widział: że wszyscy jego bliscy uczestniczą w praktykach czarnoksięskich i że tak naprawdę nastąpił przełom, mianowicie uświadomił sobie, że wszyscy tkwią w grzechu.

Bardzo często bohaterowie Hawthorna przezywają przełom. Przejście z nieświadomości do świadomości. Zawsze jest to świadomość zła i grzechu. W którymś momencie przestają być niewinni, bo zorientowali się, że na świecie jest zło. Wszyscy bohaterowie zarówno u Hawthorna jak u Melville’a przechodzą coś na kształt wtajemniczenia a to jak na nie zareagują pokaże im, co będzie z nimi dalej. Mogą przeżyć dramat, osobistą tragedię i szok uświadomiwszy sobie istnienie zła i że w tym złu wszyscy jesteśmy zanurzeni po uszy, albo wręcz przeciwnie zaakceptować świat, w którym jest zło i powiedzieć sobie: ok. ja jestem grzeszny, ale wszyscy są grzeszni, więc ten dualizm po prostu jest częścią życia. Wygra tylko ten, kto zaakceptuje to z dojrzałością.

Bardzo szeroko ten moment wtajemniczenia jest poruszany w opowiadaniu „My Kinsman Major Molineaux”. Opowiada o pewnym młodzieńcu, który przybywa do wioski w Nowej Anglii, aby odwiedzić swojego krewnego. Zanim do tego spotkania dojdzie, widzi, że pewien człowiek jest niesiony przez mieszkańców tej miejscowości cały wysmarowany smołą i otoczony w pierzu, co ma być karą za coś, co uczynił. Młodzieniec przyłącza się do tego korowodu, okazuje się, że człowiekiem niesionym przez tłum jest krewny, którego miał odwiedzić.

W roku 1850 Nathaniel Hawthorne napisał powieść pt. „Szkarłatna litera” (The Scarlet Letter). Jeżeli znany jest nam tylko film (ekranizacja powieści) to musimy wiedzieć, że Hawthorne ze wszystkimi swoimi przekonaniami o tym jak bardzo niszczące jest zło i jak bardzo może zranić człowieka jego własna pycha nie dopuścił do tak szczęśliwego zakończenia jak było to w filmie z Demi Moor i Garrym Oldmanem.
Powieść tę można odczytywać na wielu płaszczyznach. Tytułowa szkarłatna litera to litera „A”. Wzięła się ona od sposobu karania ludzi za przestępstwa. Każdy przestępca nosił na sobie piętno w formie widocznej litery, od której rozpoczynała się nazwa przestępstwa, które popełnił. Złodzieje nosili literkę „T” jak theft, osoby niewierne swoim małżonkom nosiły literkę „A” jak adultery - taki właśnie los spotkał główną bohaterkę, Hester Prynne.
Sytuacja była taka, że mąż się jakby nie pojawiał, ona mieszkała sama, był tam też przystojny pastor, również samotny. Wszystkie okoliczności zewnętrzne były, więc sprzyjające. Dodatkowo wewnętrzną okolicznością sprzyjającą był konflikt między zakonem serca a zakonem rozumu: związek między Hester a jej ślubnym mężem nigdy nie był związkiem, w którym była miłość. Gdybyśmy się zastanawiali, co było źródłem tragedii, to być może odpowiedź byłaby taka, że tragedią było to, że złączyły się dwie osoby, których nie łączyła miłość, czyli Hester i jej mąż. To był najcięższy grzech, grzech przeciwko idealnej miłości. Zaczęto kłamać – tworzyć byt, którego nie ma. Karą za to kłamstwo była miłość, która pojawiła się pomiędzy Hester a przystojnym pastorem Arturem. Problem polegał na tym, że przystojny pastor był bardzo poważany w społeczności, w której mieszkała Hester. Przyznanie się do tego, że byli razem oznaczałaby może nie tyle koniec kariery i śmierć, (co na pewno też), ale przede wszystkim rozbicie całego społeczeństwa – całe społeczeństwo wierzyło przecież, że najbardziej prawą i idealną osobą był właśnie pastor.
Teraz wychodzi pewien problem, o którym wcześniej nie było mowy, w odniesieniu do symbolistów. Podstawowym problem, który ich dręczył było rozeznanie między tym, co jest naprawdę a tym, co się wydaje. Mistrzostwo symbolistów polegało właśnie na tym, że przeczytawszy każdą powieść nie wiemy, co w niej było naprawdę a co się nam wydaje, również, co się wydaje nam – czytelnikom, a co się wydaje bohaterom. Nawet w przypadku romansu Hester i Artura: nie wiemy czy on może na pewno nie jest najlepszy spośród wszystkich mieszkańców, bo jest jedynym, który jest szczery wobec siebie, jednak jego szczerość wobec siebie sięgała tylko do początku romansu, bo potem nie przyznał się, że to właśnie on uwiódł Hester. Niestety w przypadku Hester było widoczne, że nie była wierna mężowi, bo była w ciąży. Po Arturze nie było widać, że to akurat on jest ojcem dziecka. Objawiło się to dopiero, kiedy dziecko podrosło. O ile Hester została napiętnowana najpierw przez matkę nature w sposób widoczny, potem w sposób równie widoczny, choć dużo bardziej przykry przez społeczność, w której żyła – przez konieczność noszenia litery „A”. O tyle Artur został napiętnowany w sposób niewidoczny i tak naprawdę on jest bardziej nieszczęśliwi. Kara Hester realizuje się

na zewnątrz. Ona jak gdyby odpokutowała i jest porządku (upraszczając trochę). Natomiast Arthur jest tutaj najbardziej skrzywdzony w całej tej powieści, bo nie żyjąc w szczerości, nie jest też w stanie odpokutować za swój grzech. Zżerają go wyrzuty sumienia, które są podsycane przez kolejnego bohatera – męża Hester - pojawiającego się w najmniej oczekiwanym momencie. Był obdarzony pewną władzą umysłu, która pozwoliła mu natychmiast zorientować się, który to z mieszkańców uwiódł mu żonę. Zemsta miała być okrutna, bo Roger (mąż) właśnie podsycał w nim cały czas wyrzuty sumienia. Teraz okazuje się, że tak naprawdę może to właśnie Roger popełnił najcięższy grzech, bo po pierwsze najpierw związał się z kobietą, której nie kochał, po drugie był mściwy. Pytanie, kto jest większym grzesznikiem: Roger – mściwy wąż, czy Artur, który nie żyje w szczerości? Odpowiedzi trzeba poszukać w powieści Hawthorne’a, ale raczej mało prawdopodobne, że się ją znajdzie – nic tam nie jest jednoznaczne. Córka, która zrodziła się ze związku Hester i Artura ma na imię Pearl, czyli perła. Wszystkie odwołania do symboliki chrześcijańskiej są całkowicie na miejscu: o kupcu, który znalazł perłę itd. Z drugiej strony może Pearl jest dzieckiem szatana, bo przecież powstała ze związku nieprawego. Jest wiele takich dwuznaczności, które dodają wartości tej powieści. Możemy się domyślać, że bardziej zwycięsko wychodzi Hester niż ktokolwiek inny.

`U Hawthorne’a możemy mówić o kontynuacji bohaterów, którzy żyją z rozdarciem między grzechem a uczuciem, między dobrem a złem, np. w powieści, która powstała rok po „Szkarłatnej Literze” w 1851, noszącej tytuł „The House of Seven Gables” (Dom o siedmiu szczytach). Z naciskiem na słowo, house, które po polsku ma tylko jedno znaczenie a po angielsku może oznaczać: dom jako budynek, ale też np., the House of Windsor – dynastię, rodzinę, coś, co powstawało między ludźmi. Jest to trochę lżejsza powieść niż „Szkarłatna Litera”. Opowiada o rodzinach, które są ze sobą skłócone, o miłości pomiędzy przedstawicielami jednego rodu a drugiego. Jest zbudowana na konflikcie z nieprzekraczalnymi rzeczami z przeszłości.

`Opowiadanie „The May-Pole of Merry Mount” pochodzi ze zbiory “Twice Told Tales”. Jest o pielgrzymach, którzy napadli i splądrowali osadę pewnych tubylców, którzy według pielgrzymów wiedli bardzo frywolny i grzeszny żywot. Pielgrzymi ci postanowili sami, w imię bożej i ludzkiej sprawiedliwości, wymierzyć karę, no i przeholowali.

„The Blithedale Romance” (1852) miał bardzo głośny odzew, gdy się ukazał, ponieważ zawierał bardziej niż ewidentne, krytyczne aluzje do życia na Brook Farm. Główny bohater nazywa się Holyword(?). Podkreśla on, że dla dobra społeczności, w której żyje robi to, co robi i wypełnia wolę Boga, ale tak naprawdę to on robi to wyłącznie dla samouwielbienia. Nie wiemy czy on jest dobry na zewnątrz a w środku nie, czy odwrotnie.

„Marble Faun” (Marmurowy Faun) to druga, co do ważności powieść Hawthorna zaraz po „Szkarłatnej Literze”. Opowiada o tym, o czym opowiada cała literatura amerykańska (powiedzieliby złośliwi), czyli o momencie inicjacji z niewinności do doświadczenia, o granicznym momencie, w którym bohater uświadamia sobie, że nie wszystko jest w życiu takie piękne i idealne jak mu się wydawało. Mamy tu bohatera o imieniu Donatello. Jest nazywany faunem, bo pozował do rzeźby fauna. Cała opowieść toczy się w środowisku artystycznym. Bohaterkami są również dwie kobiety: jedna ma na imię Hilda, druga, Miriam. Hilda jest wcieleniem i symbolem niewinności, nieświadomości i szczytnych intencji. Natomiast Miriam jest symbolem magnetycznego erotyzmu podszytego złem. Donatello zakochuje się nie w czystej jak kryształ Hildzie, lecz w pięknej Miriam. Miriam twierdzi, że ktoś ją prześladuje, nęka i meczy, więc Donatello za jej namową zabija tego kogoś. Wniosek z tego może być taki, że fascynacja pięknem prowadzi do zbrodni.

Comments are closed.