Wnioski z reformy ubezpieczeń społecznych

Wnioski z reformy ubezpieczeń społecznych

Reforma ubezpieczeń społecznych weszła w życie 1 stycznia 1999 r. Od tego czasu minęły już 2 lata, można więc przyjrzeć się, jakie są efekty tej reformy. Reforma ta to w praktyce przede wszystkim ustawa o systemie ubezpieczeń społecznych z dnia 13.10.1998 oraz ustawa z 17.12.1998 o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Do tego dochodzą jeszcze rozliczne rozporządzenia oraz inne ustawy regulujące kwestie dotyczące funkcjonowanie np. OFE (Otwartych Funduszy Emerytalnych). Na samym początku warto zwrócić uwagę na to, że pomimo aż dwóch systemowych ustaw, ustawy te nie regulują wszystkich spraw związanych z ubezpieczeniami społecznymi oraz, że w praktyce reforma dotyczy przede wszystkim pracowników. Osoby, które prowadzą działalność gospodarcza oraz rodziny tych osób nadal podlegają pod ustawę z 18.12.1978 o ubezpieczeniu społecznym osób prowadzących działalność gospodarczą oraz ich rodzin (oczywiście ustawa wielokrotnie była modyfikowana). Inną ważną sprawą, którą nadal reguluje ustawa nie mniej wiekowa jest ustawa z 12.06.1975 roku o świadczeniach z tytułu wypadków przy pracy i chorób zawodowych.
Warto chyba na początek ocenić, jakie cele przyświecały autorom tej reformy. Wiele mówiło się na początku o tym, że cała reforma ma być wzorowana na systemie chilijskim. Czy tak jednak rzeczywiście jest? Ci, którzy orientują się, jak wygląda system chilijski absolutnie nie mogą się z tym zgodzić. W Chile bowiem nie ma polskiego odpowiednika ZUS, a cały system jest oparty na prywatnych zakładach ubezpieczeń. Wprawdzie nawet w Chile został zachowany obowiązek minimalnego ubezpieczenia - co jest dla libertarianina podstawowym kryterium tego, czy system taki można uznać za wolnościowy, czy za etatystyczny - ale całkowita prywatyzacja zakładów ubezpieczeń to jest też coś, czego nie można przecenić. W Chile został również zachowany system gwarancji państwowych dla tych, którzy ubezpieczyli się w zakładach, które w efekcie swobodnej gry rynkowej poniosły porażkę i zbankrutowały. Jak więc widać po pobieżnym przyjrzeniu się, system chilijski pomimo jego prywatyzacji daleki jest od w pełni wolnościowego.
Jak zatem na tle systemu chilijskiego prezentują się założenia twórców polskiej reformy systemu ubezpieczeń społecznych? Moim zdaniem gorzej, niż żałośnie. Nie dość, że został utrzymany państwowy ZUS, na który wszyscy pracownicy i prowadzący działalność zmuszeni są opłacać co miesiąc nadal horrendalnie wysokie składki, to jeszcze wprowadzono dodatkowy element w postaci dzielenia tej składki i przekazywania jej części do prywatnych towarzystw (czyli OFE). Czy nie byłoby prostszym rozwiązaniem zlikwidowanie ZUS lub jego sprywatyzowanie i nawet przy zachowaniu obowiązku ubezpieczeń wpłata składki przez ubezpieczonych lub ich płatników do jednego wybranego prywatnego zakładu ubezpieczeń ? Na pewno byłoby to prostsze, ale przecież lewicy nie chodzi o to, żeby było prościej, tylko żeby było “mądrzej”, a mądrzej jak wiadomo jest wtedy, kiedy osiągnie się odpowiedni współczynnik złożoności - co powinno zdaniem etatystów świadczyć o tym, jak cała sprawa jest złożonym problemem i dlaczego tyle czasu w związku z tym trzeba było czekać na to, by reforma mogła ruszyć z miejsca. Oczywiście to, jak “mądrze” ograbić prowadzących działalność gospodarczą tak, żeby się nie kapnęli, że są oszukiwani jest sprawą jeszcze trudniejszą i bardziej skomplikowaną, dlatego zapewne na nową ustawę o prowadzących pozarolniczą działalność jeszcze poczekamy.
Jak na razie osoby, które nieopatrznie zdecydowały się na prowadzenie pozarolniczej działalności gospodarczej są - pomimo tego, że ich prawa jako ubezpieczonych nadal w znacznej części reguluje stara ustawa - królikami doświadczalnymi tej reformy, a to dlatego, że teraz mogą się poszczycić, iż są Płatnikami. A płatnicy to jeden z głównych celów reformy. Jak wiadomo, wszystkie obowiązki ciążą na płatnikach i to ich właśnie pracownicy ZUS umyślili sobie gnębić. Cóż - pracownicy ZUS sami są pracownikami, trudno więc, żeby czuli jakąś wspólnotę z płatnikami - czyli pracodawcami. Pracodawcy w ZUS mało płacą, więc pewnie chodzi o jakąś solidarność pracowniczą. W każdym razie to pracodawca musi udowodnić, że nie jest wielbłądem, a pracownik i tak będzie miał wszystkie przewidziane w ustawie świadczenia wypłacone (w przyszłości może mieć jednak niższą emeryturę).
Gdy pracownik stara się np. o odszkodowanie z tytułu wypadku przy pracy wystarczy, że zakład pracy oświadczy, że składki za pracownika zostały opłacone. No chyba, że pracownik pracuje w firmie zatrudniającej poniżej 20 osób. Wtedy jeśli pracodawca nie opłacił za niego składki może mieć pecha i nie dostać odszkodowania nawet jeśli lekarz orzecznik uzna trwały bądź długotrwały uszczerbek na zdrowiu u pracownika. No ale i to wcale nie jest powiedziane. Jak się odwoła gdzie trzeba a pracodawca zobowiąże się zapłacić to może dostać kasę. Natomiast w przypadku pracodawcy sprawa nie jest już tak prosta. Nawet jeśli udowodni, że jest, bądź nie jest wielbłądem (w zależności od życzenia urzędnika) i tak odszkodowania nie dostanie. Po prostu dla osób prowadzących działalność ustawa odszkodowań nie przewiduje.

Comments are closed.