Działania wojenne – rok 1812 - Historia USA do 1900 r.

Działania wojenne – rok 1812 - Historia USA do 1900 r.
Kongres wyznaczył subsydia na zmobilizowanie 36 tyś. zawodowych żołnierzy i 100 tyś. ochotników. Tak była jednak tylko na papierze. Tak naprawdę armia amerykańska przystępowała do wojny z siłą 7 tyś. żołnierzy i kilkunastu tysięcy milicji. Nastroje w sztabie amerykańskim były bardzo optymistyczne, choć w istocie Amerykanie nie mieli prawdziwego sztabu wojennego, a tylko i wyłącznie plany powołania takiego sztabu po rozpoczęciu wojny.
Plan zakładał uderzenie w trzech kierunkach:
 uderzenie „starym szlakiem” wzdłuż jeziora Champlain na Montreal i Quebec;
 uderzenie z Buffalo, które miało przepołowić siły brytyjskie w Kanadzie, na obszar między jeziorami Erie a Ontario (innymi słowy na rzekę Niagarę);
 uderzenie na północnym zachodzie z Detroit najpierw na Fort Malden a potem na Górną Kanadę.
Pierwsza operacja została przeprowadzona przez gen. Williama Hulla, który był staruszkiem pamiętającym jeszcze wojnę o niepodległość i bitwę pod Bunker Hill, a teraz jako gubernator Michigan poprowadził swoich żołnierzy. Posuwał się bardzo wolno. Wyruszył w czerwcu, ale cały czas padał deszcz. Na północnym zachodzie nie było praktycznie dróg. Artyleria został z tyłu i to zadecydowało o niepowodzeniu tej operacji, bowiem Hull bez artylerii nie chciał atakować. Gen. Hull podszedł pod Fort Malden i wygłosił tam piękną mowę, że Brytyjczycy i Kanadyjczycy, którzy ich wspomagali, powinni opuścić ten fort. Faktycznie pół załogi uciekło, ale ci, którzy zostali fortu nie poddali. Hull zamiast atakować czekał na działa, a w międzyczasie doszło do ogromnej kompromitacji armii amerykańskiej. Tak się bowiem złożyło, że dowódcy brytyjscy w fortach na północno-zachodnim pograniczu dowiedzieli się wcześniej o wybuchu wojny niż tamtejsi dowódcy amerykańscy. Stało się tak dlatego, że Brytyjczycy natychmiast wysłali statki do Kanady i tam przez kurierów zawiadomiono „swoich” o wybuchu wojny. Amerykanie tego nie zrobili na czas, toteż część oddziałów brytyjskich zajęła forty amerykańskie z zaskoczenia. Amerykanie dopiero od Brytyjczyków dowiedzieli się, że ich państwo wypowiedziało wojnę Wielkiej Brytanii (sic!). To miało ogromne konsekwencje, dlatego, że niezdecydowane plemiona indiańskie, widząc, że Brytyjczycy wygrywają, przyłączyły się do nich. Zresztą i tak wcześniej plemiona indiańskie w większości przyłączyły się do Brytyjczyków, ale teraz uczyniły tak praktycznie wszystkie. W Kanadzie Wielka Brytania nie miała praktycznie żadnych wojsk. Przyjmuje się, że na całą Kanadę stacjonowało ok. 10 tyś. żołnierzy. Byli to żołnierze, którzy mieli opinię najgorszych w całej armii brytyjskiej.

DYGRESJA
Ktokolwiek był dobrym oficerem lub żołnierzem, to walczył pod Wellingtonem w Hiszpanii; jeśli nie był dość dobry, to siedział w Indiach, a jeśli nie wiadomo było, co z nim zrobić, bo pił, miał problemy honorowe i inne sprawy, to lądował w Kanadzie. Nawet w korespondencji do swojego brata gubernator Górnej Kanady gen. Isaak Brock pisze, że mamy największe śmieci we wszystkich departamentach Kanady zamiatane z Imperium Brytyjskiego. I coś w tym było. Faktycznie armię brytyjską w Kanadzie stanowili alkoholicy i inwalidzi, którzy otrzymywali działki ziemi za długoletnią służbę w armii brytyjskiej właśnie w Kanadzie, żeby ją zasiedlić.

Aby przetrwać to pierwsze uderzenie amerykańskie, Brytyjczycy potrzebowali wsparcia indiańskiego i to wsparcie faktycznie uzyskano. Kiedy w końcu działa przybyły do gen. Hulla, to posterunek w Malden został już wzmocniony. Przybył tam, dosyć rzutki, gen. Isaak Brock i osobiście z przyprowadzonymi posiłkami przeszedł do kontrofensywy. Teraz to William Hull zamknął się w Detroit i czekał na posiłki, ale Brock nie miał zamiaru czekać na artylerię i przy pomocy plemion indiańskich otoczył fort i teraz to on wygłosił piękną mowę: poddajcie się, bo nie ręczę za Indian! Musimy pamiętać, że w ówczesnych czasach żołnierze podróżowali z rodzinami, z żonami i dziećmi, zatem ewentualne zdobycie Fortu Detroit przez Indian, znając ich obyczaje wojenne, nie wróżyło najlepiej tym rodzinom, dlatego też oficerowie wraz z Hullem zdecydowali, że poddadzą fort. Cała armia północnego zachodu została zaprzepaszczona!
Nad rzeką Niagara wojskami amerykańskimi w sile 7 tyś. ludzi dowodził gen. Stephen Van Renssalaer, który pochodził z Nowego Jorku z dosyć znanej arystokratycznej rodziny. Jednakże nie miał on pojęcia o dowodzeniu. Był bowiem generałem milicji, a była to funkcja polityczna, która poprzedzała zdobycie stanowiska gubernatora. Gen. Renssalaer poprosił więc swojego kuzyna, aby ten ewentualnie przygotował jakieś plany wojenne. W ogóle gen. Renssalaer został dowódcą środkowego frontu tylko dlatego, że gubernator Nowego Jorku (z przeciwnej partii) specjalnie wypchnął go na tę operację, gdyż liczył, że, nie mając pojęcia o prowadzeniu wojny, skompromituje się i w ten sposób przegra wybory na gubernatora. Była to typowa zagrywka polityczna.
Kuzyn Van Renssalaera opracował plany przeprawy przez rzekę Niagarę i wszystko by się udało, gdyż pozycje brytyjskie po przeciwnej stronie na wzgórzach Queenston były słabe, gdyby nie prawo stanowe, które wielokrotnie jeszcze podczas tej wojny da się armii amerykańskiej we znaki. Otóż jako pierwsze przeprawiały się oddziały regularne, federalne. Zdobyły one wzgórze i wydawało się, że sytuacja jest korzystna dla Amerykanów, ale potrzeba było jednego – posiłków, żeby to wzgórze utrzymać, kiedy będą kontratakowali Brytyjczycy. Posiłkami mogły być tylko oddziały milicji z Nowego Jorku oraz Vermont i innych stanów Nowej Anglii, ale prawo stanowe mówiło, że milicjanci amerykańscy mogą walczyć tylko w granicach USA. W związku z tym, widząc, że to nie są żarty, bo można zginąć, milicjanci odmówili przepłynięcia przez rzekę. Teraz oddziały amerykańskie po drugiej stronie nie dość, że nie dostały wsparcia, to jeszcze nie mogły się wycofać, gdyż łódki, które przypłynęły po milicję, nie wróciły (sic!). W ten sposób zaprzepaszczona została następna część armii właśnie na froncie Niagary.
Szansa na sukces leżała w armii gen. Henry’ego Dearborne’a, która maszerowała wzdłuż jeziora Champlain. Armia ta, w sile też 7 tyś. ludzi, szła sobie, szła, a milicja po drodze dezerterowała. Czym bliżej granicy amerykańsko-kanadyjskiej, tym coraz więcej żołnierzy dziękowało za współpracę. Kiedy gen. Dearborne doszedł do granicy, nie miał już 2/3 swojej armii i zrezygnował z dalszego prowadzenia operacji.
W roku 1812 armia amerykańska poniosła fiasko swoich planów wojskowych. A był to rok, w którym można było odnieść realny sukces, gdyż Brytyjczycy nie byli w stanie pomóc swoim oddziałom w Kanadzie, bowiem wtedy toczyły się decydujące walki w Hiszpanii. I tam były zaangażowane najlepsze pułki brytyjskie

Comments are closed.