Działania wojenne – rok 1814 - Historia USA do 1900 r.

Działania wojenne – rok 1814 - Historia USA do 1900 r.
Rok ten nie wróżył niczego dobrego dla Amerykanów. Wiązało się to z sytuacją w Europie. Otóż w kwietniu 1814, po klęsce w 1812 r. w Moskwie i nieudanym odwrocie, abdykował Napoleon. Wojska francuskie zostały wyparte z Hiszpanii. Najlepsze pułki brytyjskie były wolne do użycia ich w operacjach w Ameryce Północnej. Były to faktycznie elitarne pułki brytyjskie. Były to m.in. pułki liniowe, których rodowód wiąże się z XVII wiekiem, wszystkie miały w nazwie „royal”, czyli „królewskie”. Był 93. pułk górali szkockich (jeden z najbardziej elitarnych w armii brytyjskiej, słynący z brawurowych akcji w kampanii hiszpańskiej); był 95. pułk strzelców (w zielonych mundurach), którego żołnierze mieli najlepsze wyszkolenie strzeleckie w Anglii i walczyli w szyku luźnym. Jeżeli amerykańscy żołnierze nie mogli sobie poradzić z alkoholikami i inwalidami, to czy mogli sobie poradzić z takimi żołnierzami, którzy mieli za sobą zwycięstwo nad Napoleonem w Hiszpanii? Wydawało się, że przyszły dla nich ciężkie czasy.
Brytyjczycy opracowali plany uderzenia z trzech stron na USA: z północy na, na Waszyngton i na Nowy Orlean. Należy wspomnieć, że Brytyjczycy nie mieli na celu odzyskanie terytorium amerykańskiego, jak często w starszej amerykańskiej historiografii się pisze, ale uzyskanie nabytków terytorialnych, bo negocjacje pokojowe od lutego 1814 r. toczyły się w Gandawie we Flandrii.
Uderzenie, które nastąpiło w kierunku Waszyngtonu absolutnie zaskoczyło Amerykanów. Stolica nie była przygotowana do obrony, nie było tam żadnych wojsk, jedynie oddziały milicji. Co ciekawe, Waszyngton był uważany za miasto federalne i stany niechętnie oddawały tam swoje oddziały milicji, chętniej je widziały w swoich miastach. Do obrony Waszyngtonu udało się zgromadzić ok. 6 tyś. ludzi. Amerykańskie oddziały zastąpiły drogę korpusowi brytyjskiemu w sile mniej więcej 4 tyś. ludzi. I tutaj doszło do jednej z najbardziej haniebnych kart w historii armii amerykańskiej. Mianowicie 24 VIII pod Bladensburgiem na widok armii brytyjskiej żołnierze amerykańscy praktycznie rzucili się do ucieczki. Jednakże właśnie w tej bitwie zaczęła się legenda formacji, która do dzisiaj ma nieskazitelną opinię w USA – piechoty morskiej. Otóż, kiedy Brytyjczycy wylądowali, kiedy wiadome było, że okręty amerykańskie nie są w stanie obronić Waszyngtonu, piechota morska rozładowała się na brzeg i została włączona do tej naprędce stworzonej armii. Była jedyną formacją, która w tej bitwie walczyła do końca, osłaniając odwrót uciekających pozostałych oddziałów amerykańskich.

DYGRESJA
W tej bitwie doszło do kuriozalnej sytuacji. Otóż w kulminacyjnym momencie bitwy, kiedy można było coś jeszcze ocalić generał dowodzący amerykańską armią zwrócił się do 5. pułku z Marylandu, żeby ten przeszedł na lewą flankę i tam wzmocnił siły amerykańskie. Oficerowie tego pułku zamiast wykonać rozkaz zrobili głosowanie, czy bitwa jest przegrana, czy nie i czy jest sens iść na lewą flankę, czy lepiej się wycofać do Marylandu. Ostatecznie głosami 7:5 przegłosowano, że bitwa jest przegrana i pułk spokojnie odszedł w drugą stronę, kiedy ich koledzy ginęli.

Waszyngton wpadł w ręce brytyjskie (jedyny raz w historii) i został spalony przez oficerów i żołnierzy brytyjskich. Jakkolwiek zdobycie Waszyngtonu było pewnym upokorzeniem dla USA, to jednak nie miał on strategicznego znaczenia. Ważne natomiast było zdobycie Baltimore. To właśnie zdobycie tego miasta było potrzebne do realnego sukcesu, ale tego nie udało się dokonać Brytyjczykom. Główne fortyfikacje broniące miasta znajdowały się w dowodzonym przez majora artylerii George’a Armisteada Forcie McHenry. Brytyjska flota przez 25 godzin ostrzeliwała fort, lecz jego załoga nie miała zamiaru się poddać. Bohaterstwo obrońców zostało uwiecznione w słowach powstałej wtedy pieśni „The Star Spangled Banner”, która to pieśń od 1931 r. jest hymnem narodowym USA. W trakcie nieudanej próby zdobycia Baltimore zginął brytyjski głównodowodzący gen. Robert Ross.

DYGRESJA
Operację waszyngtońską zabezpieczała flota brytyjska pod dowództwem adm. George’a Cockburna. Cockburn był prawdopodobnie piromanem. Najprawdopodobniej to z jego inicjatywy podpalono Waszyngton. Ponoć osobiście podłożył ogień pod Biały Dom i Waszyngton. Jest nawet obraz, w którym admirał pozuje na tle płonącego Waszyngtonu. A oto on.

W kierunku Nowego Orleanu (bardzo ważnego miasta pod względem gospodarczym) uderzyć miał nie byle kto, bo sam szwagier gen. Wellingtona – gen. Edward Pakenham. Pakenham uznawany był za jednego z najbardziej brawurowych i najlepszych generałów Wellingtona, nie dlatego że był jego szwagrem, bo udowodnił to m.in. w bitwie pod Salamanką w Hiszpanii, kiedy osobiście poprowadził kontratak. Pakenham postanowił powtórzyć manewr spod Salamanki. Jednakże nie rozpoznano należycie terenu. Nowy Orlean położony jest na bagnach. Trzeba było szybko przebyć drogę do obwarowań amerykańskich, gdyż Amerykanie naszpikowali swoje pozycje dość dużą ilością artylerii. Wiemy doskonale, że artyleria strzela tylko w pewnym przedziale odległości i że, jeżeli się przebiegnie tę „strefę śmierci”, to można przejść do walki na bagnety i wyprzeć przeciwnika z zajętej pozycji. Problem polegał jednak na tym, że nie można było tej strefy szybko przebiec, bowiem nogi brytyjskich żołnierzy zapadały się w bagnie. Z 20-kilogramowymi plecakami nie byli w stanie szybko przebiec i byli masakrowani przez artylerię gen. Andrew Jacksona, który dowodził armią amerykańską. Widząc bardzo trudną sytuację na tym odcinku, gen. Pakenham chciał osobiście poderwać swoich żołnierzy do ataku, ale zginął, zresztą tak jak jego zastępca i trzeci w kolejności dowodzący – generałowie Gibbs i Keane. Należy podkreślić, że na pozycjach amerykańskich walczyli nie regularni żołnierze, ale myśliwi i traperzy z Tennessee i Kentucky. Dysponowali oni dobrą bronią, a przede wszystkim świetnym okiem. Mieli za zadanie strzelać do wszystkich oficerów, którzy w czasach napoleońskich walczyli razem z żołnierzami. W bitwie pod Nowym Orleanem praktycznie wszyscy wyżsi oficerowie (do porucznika) zostali zabici lub ciężko ranni. To powodowało, że na przykład 93. pułk górali szkockich został bez oficerów i stał tak przez 15 minut przed strzelcami amerykańskimi aż jego resztki rzuciły się do ucieczki. Gdy Szkoci rzucili się do ucieczki, rzuciła się cała armia brytyjska i było po bitwie. Tak wyglądała w wielkim skrócie bitwa pod Nowym Orleanem.

W ten sposób najlepsze pułki brytyjskie poniosły klęskę z armią amerykańską pod Nowym Orleanem, co rozniosło się zresztą ogromnym echem w całych USA. Tragedią dla żołnierzy jednej i drugiej strony było to, że bitwa rozegrała się już po podpisaniu układów pokojowych. Bitwa miała miejsce 8 I 1815 r., a pokój podpisano w Gandawie w Belgii 24 XII 1814 r. Ze względu na odległość wiadomość statkiem musiał płynąć 6 tygodni.

Comments are closed.